16 sierpnia 2024

9 białych róż

Jestem matką czwórki dzieci tu na ziemi i dwójki w niebie. W zeszłym roku dowiedziałam się, że jestem po raz szósty w ciąży. Wcześniej straciłam dwoje dzieci. Mam 39 lat. W maju zeszłego roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Niestety wyniki USG były niepokojące. Miałam wiele krwiaków, które zagrażały dziecku. Szanse były pół na pół - jeżeli dziecko umiejscowiłoby się w miejscu krwiaków, mogłoby dojść do poronienia.

Pochodzimy z Kujaw, z okolic Ciechocinka. Jak tylko dowiedziałam się o ciąży, poprosiłam księdza proboszcza z parafii w Ostrowąsie o Mszę Świętą w intencji życia mojego nienarodzonego dziecka. W tej samej parafii 17 lat temu wzięliśmy z mężem ślub. Po pewnym czasie mieliśmy wyjazd na spotkanie w Rumi. Każdy dzień był dla mnie pełen lęku o dziecko. Nocleg mieliśmy w Jastrzębiej Górze. Rok wcześniej byliśmy tam przejazdem i bardzo spodobała nam się ta miejscowość.

W dniu przyjazdu byliśmy na Mszy Świętej. Gdy zobaczyłam figurę św. Ignacego z Loyoli, przypomniało mi się, że kiedyś modliłam się do niego w czasie ciąży, 7 lat temu, o szczęśliwe rozwiązanie. W ten sposób przypomniał mi się ten niesamowity święty. Uklękłam przed jego figurą i odmówiłam modlitwę, która jest tam umieszczona. Zawierzyłam mu to dziecko i złożyłam obietnicę, że jeśli będzie syn, będzie nosił imię Ignacy. Do domu pojechała z nami figura św. Ignacego oraz woda, którą piłam.

Następnego dnia również byliśmy na Mszy Świętej, a w drodze powrotnej chcieliśmy odwiedzić Matemblewo. Wracając z Jastrzębiej Góry, trafiliśmy na ogromne korki i myśleliśmy, że nie zdążymy przed zamknięciem kościoła. Gdy dotarliśmy, akurat przez drzwi kościoła wyszedł Pan Jezus w procesji Bożego Ciała. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Po procesji poszliśmy pod figurę Matki Bożej Brzemiennej i tam błagałam Ją o cud życia.

Na następnym USG u lekarza zobaczyłam bijące serduszko mojego dziecka i jego bezpieczne ułożenie. Krwiaki się wchłonęły. Jednak później pojawiły się złe wyniki badań prenatalnych - groziły mu trzy wady, które lekarze chcieli wykluczyć poprzez amniopunkcję. Nie zgodziłam się na to inwazyjne badanie, nie chciałam zaszkodzić dziecku. Na USG wszystko wychodziło prawidłowo. Długo też nie chciało się pokazać, aby można było poznać płeć.

Podjęłam się odmawiania nowenny pompejańskiej - była to najcięższa nowenna w moim życiu. Zły podsuwał mi ciągle myśli, że będzie źle, że dziecko urodzi się chore. To był najtrudniejszy okres mojego życia.

Do końca ciąży wszystko było dobrze. Poród był bardzo ciężki, ale dzięki lekarzom, których postawił na mojej drodze Pan Jezus, urodziłam szczęśliwie.

I tak przyszedł na świat nasz syn - Ignacy Jan. Jest dzieckiem wyjątkowym, uśmiechniętym, wszędzie tam, gdzie się pojawia, wywołuje radość. Gdy urodziłam, mój mąż zaniósł pod figurę w naszej parafii 9 białych róż - za każdy miesiąc ciąży. Stały w wazonie przez wiele tygodni (mąż co tydzień robił zdjęcie) - liście opadły, a kwiaty nadal się trzymały.

Jestem przekonana, że św. Ignacy uprosił dla mojego syna cud życia. Staram się, jak tylko mogę, opowiadać o św. Ignacym z Loyoli. Przez całą ciążę czułam wyjątkową opiekę Matki Bożej - wszystko czasami układało się w niesamowity sposób.

Przepraszam, że napisałam to tak chaotycznie, ale do tej pory jestem pełna wzruszenia i wdzięczności za życie mojego syna.

Ewelina

Sakramenty

KOŚCIÓŁ PARAFIALNY KAPLICA SIÓSTR Tupadły Rozewie
Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
545 0.10989212989807